zapamiętaj mnie
Jesteś niezalogowany, załóż konto jeśli go nie posiadasz, lub przypomnij hasło

Informed - Internetowa Informacja Medyczna

Alternative content

Wyszukiwarka artykułów:

Gdy nogi nie chcą nas już nieść!14-03-2016

Wszystkiemu winna miażdżyca
     Miażdżyca, zmora dwudziestego pierwszego wieku, kąsa nie tylko naczynia wieńcowe i mózgowe. W ogólnej świadomości ludzi utarte jest wiązanie miażdżycy właśnie z chorobami tych dwóch narządów. Oczywiście, choroba niedokrwienna serca (potocznie wieńcówka) oraz udary mózgu są jednymi z najpoważniejszych powikłań postępujących zmian miażdżycowych w naszym organizmie. Trzeb mieć jednak świadomość, że to choroba w większym lub mniejszym stopniu wszystkich tętnic naszego ciała. Może się zdarzyć, że to nie bóle wieńcowe sprowadzają pacjenta do lekarza, ale bóle łydek, ud lub pośladków. Mimo tak dziwnego umiejscowienia dolegliwości bólowych, mechanizm ich powstawania jest podobny do tych wynikających z zwężenia tętnic wieńcowych. Wynika to z wspólnej przyczyny – zwężania światła naczyń tętniczych przez blaszki miażdżycowe.
     Wszystkiemu winna jest miażdżyca, a jeśli zrobimy w naszych rozważaniach jeszcze jednen krok, wszystkiemu winne są nasze złe przyzwyczajenia, nieodpowiednia dieta, brak ruchu, lekceważący stosunek do leczenie już obecnych zaburzeń. Dobrze jest wiedzieć, że zawał czy udar to nie jedyne konsekwencje źle leczonej lub nieleczonej miażdżycy. Życie uprzykrzać nam może również przewlekle niedokrwienie kończyn dolnych.

Światło w tunelu
     Przez nasze ciało przebiega skomplikowany system rur. Są to naczynia krwionośne. Ogólnie wyróżniamy trzy ich typy. Tętnice doprowadzają krew do narządów. Naczynia włosowate łączą układ tętniczy z układem żylnym, który z kolei ma za zadanie odprowadzić krew z narządów do serca. Krew nie tylko dostarcza tlen i substancje odżywcze, jest także konieczna do wypłukiwania produktów przemiany materii. Aby krew mogła prawidłowo spełniać swoją funkcję, musi być spełnionych kilka warunków. Jednym z podstawowych jest prawidłowa budowa i funkcjonowanie całego układu naczyniowego. Rury muszą być drożne, ich światło, czyli średnica, musi umożliwiać przepływ odpowiedniej objętości krwi. Miażdżyca uderza w tętnice i powoduje zwężenie ich szerokości, upośledza drożność. Początkowo, przepływ krwi jest wystarczający. Z czasem jednak, gdy światło zwężenie staje się coraz większe, przepływ może być niewystarczający. Objawy niedokrwienia mogą być nieobecne przed znaczny czas trwania choroby. Wynika to z różnego zapotrzebowania narządów, w tym przypadku mięśni, na krew w zależności od ciężkości pracy, jaką wykonują. Pierwszym objawem choroby będą wiec bóle pojawiające się przy znacznym wysiłku. Nie wolno ich lekceważyć, ponieważ gdy światło w tunelu zniknie całkowicie, sytuacja staje się bardzo groźna.

Chromanie przestankowe.
     Chromaniem przestankowym nazywamy klujący ból pojawiający się podczas chodzenia i zmuszający nas do zatrzymania się. Lokalizacja bólu zależy od tego, które z naczyń tętniczych kończyn dolnych jest zwężone. Jeśli zwężenie dotyczy tętnic podudzia, ból jest odczuwalny w łydkach. W przypadku, gdy zmiany miażdżycowe powodują zwężenie tętnicy udowej lub podkolanowej, chromanie dotyczy uda i czasem pośladków. Zmiany w tętnicach mogą być także umiejscowione na poziomie tętnic biodrowych lub rozwidlenia aorty, czyli tętnicy głównej. W takiej sytuacji ból także pojawia się w okolicy pośladków.
     Chromanie przestankowe nie jest niczym innym, jak objawem niedokrwienia. Wysiłek, długi spacer czy szybki krok, wymagają wzmożonej pracy mięśni nóg. Im ciężej mięśnie pracują, tym więcej potrzebują krwi oraz tym więcej odpadków, czyli produkt przemiany materii, krew musi z mięsni wypłukać. Jeśli naczynia tętnicze są zbyt wąskie, przepływ nie wystarcza, aby zaspokoić zapotrzebowanie energetyczne pracujących mięśni. Gromadzące się produkty przemiany materii zmieniają pH środowiska na kwaśne, co z kolei pobudza receptory bólowe (nocyceptory). Ból zmusza nas to zatrzymania się. Mięśnie przestają pracować, zmniejsza się produkcja „odpadków”. Strumień krwi wypłukuje już powstałem produkty przemiany materii, po jakimś czasie możemy iść dalej. Odległość, jaką jesteśmy stanie przebyć bez dolegliwości bólowych, jest nazywana dystansem chromania. Im dystans jest krótszy, tym zwężenia tętnic są większe.

Leczenie chirurgiczne
     Za wymagający interwencji chirurga naczyniowego uznaje się dystans chromania mniejszy niż 200 metrów. Jeśli nie zostaną podjęte odpowiednie działania, tętnice zwężą się do tego stopnia, że przepływ przez nie może być niewystarczający nie tylko dla prawidłowej pracy mięśni, ale nawet dla ich istnienia. Pojawienie się bólów w spoczynku może świadczyć o krytycznym niedokrwieniu. W takiej sytuacji noga staje się zimna i blada. Tętno poniżej zwężeni jest niewyczuwalne. Mięśnie i skóra obumierają, otwierają się martwicze rany. Ciało rozkłada się za życia. Ból jest bardzo silny, nawet narkotyczne leki przeciwbólowe mogą być nieskuteczne.
     W takich sytuacjach konieczna jest amputacja fragmentu, lub całej kończyny. Zakres zabiegu jest uzależniony od tego ile i które konkretnie tętnice uległy zatkaniu. Niestety nie można po prostu uciąć tylko martwiczego palca, albo stopy. Rana, czyli kikut po amputacji, mus się zagoić. Proces gojenia wymaga, aby tkanki były żywe. Dlatego amputacja zawsze musi być obszerniejsza niż same zmiany martwicze.
     Pytanie, jak nie dopuścić do konieczności wykonania tak makabrycznego, okaleczającego, choć ze względów życiowych niezbędnego zabiegu. Chirurdzy naczyniowi mogą próbować udrożnić zwężone tętnice za pomocą technik wewnątrznaczyniowych. Po wprowadzeniu cewnika do tętnicy, pod kontrolą rentgena, można dojść specjalnym prowadnikiem do zwężonego odcinka naczynia i rozszerzyć go za pomocą balonu. Na balonie zwykle założony jest stent, coś na kształt rurki zrobionej z siatki. Balon wypełnia się gazem, rozszerza tętnice i jednocześnie wbija w jej ścianę stent. Dzięki temu, efekt poszerzenia trwa dłużej.
     Jeśli zwężenie jest tak znaczne, że wprowadzenie cewnika z balonem jest niemożliwe, chirurg może wykonać przeszczep omijający dany odcinek tętnicy. Nad i pod zwężeniem doszywa się do naczynia rurkę wykonaną z tworzywa sztucznego lub naczynie pacjenta (fragment żyły albo tętnicy) pobrane z innych okolic ciała. Po takim zabiegu krew płynie czymś w rodzaju obwodnicy, omijając niedrożny odcinek swojego pierwotnego koryta.
     Opisane metody są przeznaczone dla chorych, u których miażdżyca doprowadziła już do znacznego niedokrwienia kończyn dolnych. Nie znaczy to jednak, że jeśli dystans chromania wynosi powiedzmy tysiąc metrów i absolutnie nie przeszkadza nam w codziennym funkcjonowaniu, mamy z założonymi rękami czekać, aż sytuacja „dojrzeje” do interwencji chirurga. Każda operacja niesie z sobą ryzyko powikłań. Warto się wiec postarać, aby leczenie chirurgiczne nie było konieczne.

Ruch to zdrowie
     Niestety bardzo często ludzie uważają, że choroba wymaga od nich „oszczędzania się” i łykania tabletek. Często nic bardziej błędnego. W żadnym wypadku choroba nie jest usprawiedliwieniem dla lenistwa, a jedyne, czego wymaga, to zdrowy rozsądek.
     Jednym z rozsądnych i odpowiedzialnych sposobów traktowania swojej choroby, jest regularne przyjmowanie leków. W przypadku przewlekłego niedokrwienia kończyn dolnych stosuje się przede wszystkim preparatu aspiryny oraz tiklopidyny. Leki te blokują płytki krwi (trombocyty) i zapobiegają w ten sposób powstawaniu zakrzepów na blaszkach miażdżycowych. Również na blaszki działają leki z grupy statyn. Wymienione leki zwalniają postęp choroby. To jednak nadal za mało, by możliwie długo uniknąć operacji. Podstawa jest ruch! Pozornie wydaje się to nielogiczne, przecież to właśnie wysiłek wywołuje dolegliwości bólowe. Dlaczego człowiek miałby z premedytacją sprawiać sobie ból? Tajemnica tkwi w pojęciu krążenia obocznego.
Nasz organizm kryje w sobie niesamowite możliwości samodzielnego naprawiania lub obchodzenia własnych usterek. Powtarzające się epizody niedokrwienia są dla organizmu sygnałem, że należy w jakiś sposób umożliwić krwi opłynięcie zwężonych odcinków tętnic. Aktywowane są naczyniowe czynniki wzrostu i powstają nowe naczynia krwionośne, które z czasem połączą odcinek tętnicy sprzed zwężenia z drożnymi naczyniami położonymi poniżej przeszkody. Proces angiogenezy (tworzenia naczyń) jest jednak długotrwały i wymaga ciągłej stymulacji. Jeśli, unikając bólu, zaczniemy prowadzić fotelowy tryb życia, organizm będzie funkcjonował w złudnym przeświadczeniu, że przepływ krwi w zwężonych tętnicach jest wystarczający. Choroba będzie postępować i w momencie pojawiania się bólów spoczynkowych znajdziemy się w bardzo niekorzystnej sytuacji. Dlatego chorym z przewlekłym niedokrwieniem kończyn dolnych z dużym dystansem chromania zalecane są częste i długie spacery. Gdy pojawią się dolegliwości, należy chwilę odpocząć, a następnie kontynuował przechadzkę. Z czasem może się okazać, że udało nam się „rozchodzić” naszą chorobę. Ból będzie pojawiał się po coraz dłuższych dystansach. Jest to właśnie efekt rozwijającego się krążenia obocznego.
W ten sposób nie tylko odsuwamy od siebie konieczność interwencji chirurgicznej, ale także zmniejszamy ryzyko sytuacji, w której niezbędna będzie amputacja. Nasuwa się skojarzenie z rozważaniami starożytnych filozofów na temat ruchu, który miał być oznaką życia. Jeśli więc bezruch naraża nas na śmierć, słowa Galileusza „a jednak się rusza” nabierają przewrotnego wydźwięku.


Opracowanie: Marcin Wełnicki

Komentarze

dodał: ~Gość | 2019-10-07 12:54:04

Gdy nogi już nie chcą chodzić to trzeba coś takiego przetestować jak Artroser i wtedy jest problem z głowy :)